Kolebka polskiej motoryzacji
Autor: Andrzej Krzysztof Wróblewski
Wydawca: WEI
Dostajecie państwo do rąk opowieść z czasów, które odeszły w bezpowrotną przeszłość i to w wymiarze znacznie szerszym, niż tylko polityczny.Kiedy mój ojciec z pasją dokumentował narodziny Żerańskiej Fabryki Samochodów Osobowych, budowa własnego auta była symbolem wielkich ambicji, a motoryzacja miała jeszcze duszę i narodowe barwy.Dziś, gdy na świecie masowo zamyka się kolejne zakłady, a na drogach królują zunifikowane platformy, w których pod dziesiątkami różnych logotypów kryją się te same, globalnie uniwersalne części i technologie, tamten świat wydaje się czystą abstrakcją.Romantyczna epoka, w której samochód był unikalnym dziełem konkretnych ludzi, ustąpiła miejsca chłodnej optymalizacji kosztów.
Dostajecie państwo do rąk opowieść z czasów, które odeszły w bezpowrotną przeszłość i to w wymiarze znacznie szerszym, niż tylko polityczny. Kiedy mój ojciec z pasją dokumentował narodziny Żerańskiej Fabryki Samochodów Osobowych, budowa własnego auta była symbolem wielkich ambicji, a motoryzacja miała jeszcze duszę i narodowe barwy. Dziś, gdy na świecie masowo zamyka się kolejne zakłady, a na drogach królują zunifikowane platformy, w których pod dziesiątkami różnych logotypów kryją się te same, globalnie uniwersalne części i technologie, tamten świat wydaje się czystą abstrakcją. Romantyczna epoka, w której samochód był unikalnym dziełem konkretnych ludzi, ustąpiła miejsca chłodnej optymalizacji kosztów. Dlatego ta książka, ukończona w latach 60. i zatrzymana przez PRL-owską cenzurę, zyskała z upływem lat zupełnie nowy wymiar. Jest unikalną, reporterską relacją naocznego świadka, zapisem nie tylko początków fabryki, ale pomnikiem fascynującego świata, w którym budowa każdego nowego modelu budziła autentyczne, ogólnonarodowe emocje.
Mój ojciec, Andrzej Krzysztof Wróblewski, od dziecka pasjonat motoryzacji, w dorosłym życiu wykorzystywał każdą okazję, żeby odwiedzać FSO, przechadzać się wzdłuż linii produkcyjnych, rozmawiać z pracownikami, uczestniczyć w naradach zespołów projektowych, z bliska przyglądać się temu, jak kupowana (czy raczej kradziona) była technologia pierwszego Fiata.
Z dzieciństwa pamiętam nie tylko rozmowy przy obiedzie o nowych modelach silników czy planowanych produkcjach, ale pamiętam też stosy folderów zachodnich aut na stole oraz ludzi, którzy odwiedzali nasz dom. W ten sposób kształtowały się przyjaźnie ojca z inżynierami i dyrektorami FSO. Im więcej wiedział o fabryce i z im większą pasją podchodził do motoryzacji, tym z większym dystansem patrzył na samo dzieło, jakim było FSO. Pewnie dlatego książka nigdy nie dostała zgody cenzury. Pamiętam nawet dzień, kiedy ojciec wrócił do domu i powiedział, że sprawa obiła się o Komitet Centralny i „nie ma zgody”.
Dziś z perspektywy lat zapiski cenzora złożone na marginesach, mówią równie dużo o tym, czym była żerańska fabryka samochodów dla władz komunistycznych i czym była sama książka. Rodzynek w szarej komunistycznej rzeczywistości, wentyl dla społecznych aspiracji, namiastka lepszej rzeczywistości, która jak większość ówczesnych produkcji była co najwyżej erzacem zachodniego świata. Tak jak PRL‑owskie mieszkania, w których nie domykały się okna, samochody były nieodrodnym dzieckiem reżimu. Dziś wszystko to, razem z zapiskami cenzora, może być sentymentalnym wspomnieniem, ale też dziedzictwem, z którym wciąż gdzieś się borykamy.
Mój ojciec pisał: „Mimo że przemysł samochodowy mieć będziemy nowocześniejszy niż poligraficzny, mam nadzieję, że książka ta wyjdzie z drukarni, zanim jeszcze pierwsze Fiaty z taśmy, i że będzie miała satysfakcję pojechać do księgarń starą i wysłużoną furgonetką Warszawy, którą będziemy wspominać z sentymentem – jak wszystko, co przemija”. Niestety, książka po raz pierwszy ukazała się 70 lat po tym, jak z FSO wyjechał pierwszy polski samochód. Dziś oddajemy w państwa ręce drugie wydanie, wciąż aktualne. Książka ostatecznie przeżyła nie tylko polskiego Fiata, ale jest też świadkiem zaniku motoryzacji, jaką znaliśmy.
Teren dawnej fabryki FSO to dziś niedorzeczne wspomnienie tamtej epoki. Z pojedynczymi, nieremontowanymi budynkami, wynajmowanymi przypadkowym firmom na magazyny, lakiernie, zakłady rzemieślnicze, sklepy. Myślę, że ojciec uśmiałby się setnie, gdybym mu powiedział, że to, co przetrwało z tamtych lat, to zarząd fabryki, która niczego nie produkuje, muzeum otoczone dawno nieremontowanymi halami i nad tym wszystkim ocalała orkiestra FSO. 62 hektary wspomnień, które wkrótce zaczną nowe życie. Kiedy wreszcie wjadą tam buldożery i zaczną prace nad nowym osiedlem nowoczesnych mieszkań, które jak niegdyś Warszawy, Syrenki i Fiaty, będą marzeniem dziesiątek młodych rodzin. Jednym słowem, polski samochód nie doczekał wydania książki, ale coś z ducha i marzeń tamtej epoki w FSO zostanie.
Tomasz Wróblewski (wstęp do II wydania)
Dodatkowe informacje
Komentarze i rencenzje
Brak ocen, komentarzy i recenzji.
Chcesz dodać komentarz lub ocenę?
Aby dodawać komentarze i oceny, musisz być zalogowany.